Dieta osobista

Warto kupić sobie 3 małe garnki. Dobrze robi na głowę.

Początek roku to czas wielkich postanowień. To też czas, że decydujemy się często na zrzucenie kilku kilogramów. Gdzieś tak w okresie połowy lutego kolejki u dietetyków przestają być takie długie, zostają ci najwytrwalsi. Z moich obserwacji wynika, że w kwestii diety, niezależnie od pory roku, zostają ci którzy gotowi są na zmianę życia. Zmianę podejścia do swojego ciała. Na inne, świadome i dojrzalsze szanowanie siebie. Na JA.

Ja jestem doświadczonym „zrzucaczem wagi”. Poruszam się w widełkach +/- 5 kg. Jak mnie napadnie niespodziewanie te 5 dodatkowych kilo, które objawia się podstępnie i nagle, to przychodzi dzień, że mówię dość i biorę się za powrót do właściwej wagi ciała. Przyznam, że z każdym kolejnym rokiem kobiety w wieku balzakowskim to trudniejsze. W zasadzie już post balzakowskim bo 40-ka jest wspomnieniem  : )

Co mnie zainspirowało do dzisiejszego wpisu. Często ludzie widząc jak wyciągam swoje pudełka (tu odsyłam do mojej książki „Ogarnij swój dzień”) i jem pytają się jak to jest, że moja rozpisana dieta jest taka prosta. Prosta w składnikach, prosta w formie, prosta w ilości kupowanych rzeczy i w zrobieniu. I, że oni też taką chcą bo to co dostają od dietetyków wymaga dużej ilości pracy, a im się nie chce. I to prawda. Moje jedzenie z jednej strony ograniczają nietolerancje (polecam zrobienie sobie podstawowego testu na nietolerancję pokarmową, aby organizm nie potrzebował walczyć z wrogami, których wprowadzamy mu do środka i nie tracił energii), a z drugiej krótką listą rzeczy, które lubię.

Dietetyk, który układa dla mnie posiłki ma do dyspozycji kilkanaście produktów, które jem, mogę i lubię. Musi zrobić moja osobistą dietę, a nie sięgnąć na półkę i wziąć jedną z wielu. I nawet jak tam jest rozpisane co i ile kupić produktów to wciąż dla mnie jest tam za dużo atrakcji i tzw „roboty”. I każdy dietetyk potrafi to zrobić.

Mój posiłek składa się z 2-3 produktów. Co oznacza, że potrzebuję mniej zdywersyfikowanie kupić i nie kombinować za dużo.

Pomyślcie. Może sałatka z 2 składników, a nie 7.

Może danie obiadowe w czystej formie.

To oczywiście super rady nie dla wszystkich, ale nawet jak jedna osoba weźmie coś dla siebie to i tak warto było napisać.

Jeszcze jeden pomysł do wzięcia. Lub nie.  Warto kupić sobie 3 małe garnki. Takie naprawdę małe gdzie można zagotować 30 g kaszy albo 1,5 ziemniaka. Dobrze robi na głowę. Lepiej niż gotowanie tych dwóch łyżek ryżu czy kaszy w większym. Albo gotowania całego gara i odkładanie dla siebie małej porcji. To na pewno jest jakoś udowodnione, że lepiej działa. I działa. Znaczy na mnie działa. Małe garnuszki. Tylko moje.