2 lata temu … a jak dziś

2latatemudzis

 

Karina Sęp – Jeśli czegoś bardzo chcę, robię to.

Karina Sęp – autorka książki „Mapa Marzeń – Mapa Celów”, trener i coach, a jednocześnie mama trójki dzieci i kobieta, która realizuje swoje marzenia.

Kiedy opowiedziałam koledze o wizji portalu „Zmiany w Życiu” odpowiedział z życzliwością „nienawidzę cię, to jest dobry pomysł”. Kiedy zaczęłam czytać Twoją książkę już na 19-tej stronie, kiedy wspominasz o realizacji marzenia o tańcu, pomyślałam tak samo „nienawidzę jej”. Ja też zawsze chciałam zatańczyć tango „Roxanne”, a gdzieś to zaniedbałam. Każda kartka tak mocno pokazuje naszą codzienność. Wiesz, że stworzyłaś fantastyczne dzieło do poukładania życia?

Mam nadzieję, że stworzyłam coś, co będzie inspiracją, pomysłem i użytecznym narzędziem do dokonywania zmian. „Mapa Marzeń – Mapa Celów” faktycznie służy do poukładania sobie życia, do odnalezienia siebie samego, zrobienia porządku w życiu i pomyślenia w o sobie. To się nazywa zdrowy egoizm, którego jakże często brakuje przede wszystkim kobietom. Robiąc warsztaty z Mapy, a potem pisząc książkę, spełniam w jakiś sposób swoją misję życiową. Ja też dopiero kilka lat temu odnalazłam siebie dzięki pomocy innych. Wszystko, co rodzi się z pasji jest prawdziwe, ma w sobie energię, silę i działa. A to dlatego, że wkładamy w to swoje serce i emocje. Wielu ludzi mówi, że potrafię spowodować, że komuś się chce, że potrafię zainspirować do zmian i do zrobienia pierwszego kroku. W książce jest wiele przykładów z mojego życia i one pokazują, że nic nie dzieje się nie tylko bez przyczyny, bo oczywiście tak jest, ale też że nic nie dzieję się samo. Że warto, aby za naszymi marzeniami i celami krył się plan ich realizacji, pewien wysiłek włożony w to, by stało się tak jak chcemy.

Z drugiej strony mam świadomość, że nie każdy jest na takim etapie życia, że jest gotowy do zrobienia swojej Mapy, do skonfrontowania się z takim obrazem życia, jaki chce mieć. Kiedyś myślałam, że Mapa jest dla każdego. Nie jest. Natomiast to, co dzieje się ludziach po przeczytaniu książki, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Oczywiście doświadczałam już tego wielokrotnego pozytywnego efektu „aha” po warsztatach u uczestników. Natomiast dzieje się to też teraz, kiedy ludzie piszą do mnie po przeczytaniu książki. Zmiany, jakie wprowadzają w swoim życiu, są nieprawdopodobne! To trochę jak w reklamie – bezcenne.
I tu często nie chodzi o ogromne zmiany, chociaż takie też są. Często to mała rzecz, a zmienia wszystko albo porusza lawinę pozytywnych zmian. Ludzie, którzy żyją w zgodzie z własnym ja, są szczęśliwi, uśmiechnięci, zadowoleni i zdrowi we wszystkich czterech obszarach: ciała, umysłu, ducha i emocji.

Jest wiele szkoleń o zarządzaniu czasem. Jak patrzę na Ciebie – sama wychowujesz 3 dzieci, pracujesz na etacie, studiujesz, jesteś coachem, napisałaś książkę, prowadzisz wykłady, tańczysz, nurkujesz, jeździsz regularnie na rowerze – to myślę, że nie potrzeba szkoleń, wystarczy przeczytać książkę i zainspirować się Twoim życiem, aby powiedzieć „mogę wszystko”.

To nie tak. Jak mówię ludziom o tym co i ile robię to często pierwsze co słyszę to „że tobie się to wszystko chce?”. Tak, chce mi się. I myślę że to „chcenie” jest podstawą mojego życia. Dalszej organizacji i zarządzania sobą w czasie. Od kiedy pamiętam słyszę też „napisz książkę o tym jak robisz wszystko jednocześnie”. Dla mnie podstawą jest uporządkowanie, przygotowanie, plan, ustalenie priorytetów, potem realizacja i pewna konsekwencja.
Po prostu jak czegoś bardzo chcę, to robię to. I to nie jest tak, że zawsze się udaje.
Często plan trzeba modyfikować, zmieniać, uaktualniać. Bo takie jest życie. A jak coś nie idzie zgodnie z planem to też nie dzieje się to bez przyczyny. Często widzimy to dopiero patrząc wstecz. Ja staram się zawsze zastanawiać dlaczego coś idzie nie tak jak sobie wymyśliłam już w trakcie, co świat chce mi powiedzieć.

Nie wiem czy można mieć wszystko. Chyba byłoby wtedy nudno. Natomiast na pewno można po kolei spełniać swoje marzenia i osiągać cele, rozwijać się, dokonywać dobrych dla nas zmian. Wciąż wspinać się po nowe doświadczenia, pomysły i inspiracje. We własnym tempie i w zgodzie ze sobą.

Moja książka i moje warsztaty są taką inspiracją do zmian. Swoim życiem pokazuję, że można, jak się chce.

       

Wróćmy do Mapy. Co było pierwszym bodźcem w Twoim życiu do stworzenia tak fantastycznego narzędzia?

Swoje osobiste Mapy robię od wielu lat. Nie pamiętam jak to się zaczęło. Zapewne gdzieś usłyszałam czy przeczytałam o Mapie Marzeń. Bo Mapa Marzen jako taka jest znanym narzędziem i wielu jest trenerów prowadzących takie warsztaty. Natomiast to, czego mi brakowało w tym co czytałam na temat jej tworzenia, to właśnie struktury, uporządkowania i pewnego wewnętrznego planu oraz powiązań. Jest jeszcze jedna ważna różnica. Mapy marzeń bazują zwykle na tym, że robiąc je wybieramy intuicyjne obrazy, napisy czy zdjęcia z gazet, a następnie umieszczamy je na mapie. I to też jest metoda, którą jak najbardziej można włączyć do Mapy Marzen – Mapy Celów. Przeczytajcie historię słowa „luksus” w książce. Natomiast moją propozycja jest: najpierw dobrze zastanów się co chcesz, a potem poszukaj do tego obrazu, zdjęcia, rysunku, sformułuj życzenie czy ustal plan.

Moje mapy ewoluowały, zresztą wciąż jest to żywy organizm. Każde szkolenie, każdy uczestnik warsztatów, a teraz czytelnicy książki, którzy piszą do mnie, coś wnoszą w jej pole. Mapę Marzeń wzbogaciłam o cele, czyli marzenia z datą realizacji. Bo ja lubię konkrety. I lubię mieć plan. Mapa Marzen – Mapa Celów to plan na życie. To obraz życia, jakie chcemy mieć. Pod warunkiem, że umiemy i jesteśmy już gotowi spojrzeć w lustro i powiedzieć co chcemy. Co jest dla nas ważne dziś, jutro i do końca życia. Przy kim chcemy się codziennie budzić, komu opowiadać o tym co robimy, a może też z kim być do końca życia. Warsztaty, proces robienia mapy, a teraz czytanie książki pozwala powoli i łagodnie zastanowić się gdzie jesteśmy i jaki może być kolejny krok. A przykłady z mojego życia i wielość innych zaprezentowanych w książce inspiruje i wyzwala myślenie, że jeżeli ona mogła, to ja też. Bo w końcu ja jestem zwykła kobietą i mój dzień też ma 24 godziny jak każdego z nas, też śpię, pracuję, zajmuję się dziećmi, śmieję się i płaczę w poduszkę. Jestem tylko może dobrze zorganizowana i zwykle „chętna”.

W czym Mapa pomaga najbardziej?

Robiąc Mapę czy chociażby czytając o niej uświadamiamy sobie, czasem bardzo po cichu, jakie JA mam marzenia i cele. Czy w ogóle dopuszczam je do głosu, czy umiem je nazwać. Schemat 9 pól na Mapie pozwala przyjrzeć się osobno wielu obszarom życiowym. Tym, którzy mają bałagan w swoim życiu i tyle już zamietli pod dywan, że czołgają się pod sufitem, pozwala zatrzymać się, nabrać powietrza i uporządkować różne obszary życiowe. Czasem zacząć od jednego, a potem to już samo się układa. Tym, którzy maja wielość  marzeń i pomysłów, tylko ich realizacja nie jest mocnym punktem, pozwoli ruszyć z miejsca. Ludziom, którzy utknęli w życiu i myślą, że nie dadzą już rady i niech się dzieje co chce, pozwoli może znaleźć punkt, od którego mogą zacząć wprowadzać zmiany. Schemat Mapy po prostu nazywa rzeczy po imieniu i powoduje myślenie. To co uwielbiam na warsztatach kiedy zaczynam opowiadać i podawać kolejne przykłady, to ogromne oczy jak u dzieci zasłuchanych i wtedy mogłabym przysiąc, że widzę takie kółka zębate jak w zegarkach, obracające się w głowach coraz szybciej i szybciej… A potem słyszę – „uświadomiłam sobie, że ja nie mam marzeń, że o nich zapomniałam…” albo „to ta mapa ma być moja? Naprawdę?”, „a jak to się nie spodoba mojemu mężowi, dzieciom, mamie i Bóg wie komu”.

O nie! Teraz TY! Teraz czas dla Ciebie!

A potem to już tylko dzieje się…

I marzenia nagle pojawiają się czy to same, czy też wywołane inspiracją, i dostają skrzydeł, a cele powoli formułują się. I powstaje obraz tego co chcemy, tego co nasze, tego co w sercu.

Od czego zacząć przygotowanie Mapy Marzeń –  Mapy Celów?

Oczywiście od przeczytania książki. Reszta sama „się zrobi” jeżeli jest to właściwy czas. Bo każdy będzie zaczynał od czegoś innego. Każdy z nas jest w innym punkcie życiowym i każda mapa jest inna i niepowtarzalna. Przez moje ręce, głowę i emocje przeszło setki map i każda jest indywidualna. Jedno jest pewne – trzeba zacząć od pierwszego kroku. Czy to będzie warsztat, czy książka. Ja, jak chcę zacząć coś robić, najpierw dowiaduję się jak. Szukam przepisu. A jak już z grubsza wiem to potem mogę sobie poszaleć z wariacjami i dostosować do mojego życia, możliwości, układu, finansów i miejsca na ziemi.

Czy zdarza się tak, że Mapa nie jest właściwym narzędziem do wprowadzania zmian w życiu?

Tak. To trochę jak z coachingiem. To swoją droga ciekawe dla mnie doświadczenia, bo zaczynałam od warsztatów z Mapy Marzeń – Mapy Celów zostając najpierw trenerem Akademii Skutecznego Działania Iwony Majewskiej–Opiełki, a dopiero potem zrobiłam certyfikację ICC i zostałam coachem. Koncept miałam taki, że coaching jest mi potrzebny do Mapy aby lepiej i jeszcze skuteczniej pracować z ludźmi. A tu okazało się, że Mapa jest narzędziem coachingowym. Ale o tym będzie kolejna książka.

Zdarza się, że Mapa nie jest właściwym narzędziem dla danego człowieka na ten moment życia, w którym się znajduje. Albo w ogóle nie jest to narzędzie, które dany człowiek czuje. Każdy jest inny. W coachingu na pierwszej sesji zadaniem coacha jest ocena czy temat i cel, z jakim przyszedł klient, jest coachingowy. Ja, widząc Mapę, dosyć szybko jestem w stanie stwierdzić, że nie rozwiąże ona problemów danej osoby. Bo robiąc nawet najlepszą Mapę nie rozwikłamy problemów, które wymagają terapii czy to indywidualnej, czy rodzinnej, czy też związanej z uzależnieniami, brakiem poczucia bezpieczeństwa czy wieloma innymi. W takich sytuacjach mówię o tym.

Są też takie sytuacje, kiedy ludzie oczekują od Mapy, że samo się zrobi coś, co jest nie rozwiązane od lat. Poszukują kolejnych narzędzi, warsztatów, szkoleń książek, które w cudowny sposób rozwiążą problemy życiowe, których oni nie chcą widzieć. Wtedy Mapa nie pomaga. Bo Mapa to spojrzenie w lustro i powiedzenie „tak, jestem gotowa na zmianę, chcę czegoś innego w życiu, chcę, żeby było jak ja chcę”. I takie osoby znajdują metodę, możliwości, rozwiązania. Mapa może być pierwszym lub kolejnym krokiem do zmiany lub kropką na „i” w procesie zmian. Będzie tym czym ty chcesz, aby była. To twoja Mapa, twoje życie i twoje marzenia i cele.

Jednym z obszarów są relacje, związki. Piszesz, że lepiej aby każdy robił Mapę sam, a nie wspólnie z partnerem. Czy takie dwie mapy wiszące obok siebie mogą pomóc w komunikacji w związku bardziej niż wspólne cele na jednej?

Zdarza mi się, że na warsztaty przychodzą pary czy małżeństwa, które chcą robić wspólnie Mapę. Kochają się, lubią, umieją się ze sobą komunikować tym samym językiem i chcą wspólnie. Zwykle tak mniej więcej po godzinie wykładu pada zdanie „to my zrobimy jednak osobne mapy”.

Uważam, że można zrobić wspólną mapę związku, ale najpierw przypatrzmy się sobie. Na Mapie w centralnym żółtym polu jest „JA”. I to nie ja to wymyśliłam, że tak jest. Ten koncept został wymyślony przez starożytnych Chińczyków. Wszystkie pozostałe rzeczy, jak związek, dzieci, rodzina i inni ludzie, są wkoło. Bo jeśli ja wiem co chcę i gdzie jestem, to cała reszta też będzie w harmonii.

Czy Mapa może pomoc w komunikacji w związku? Na pewno. Pod warunkiem, że ta komunikacja w ogóle jest i ludzie są ze sobą, a nie tylko mieszkają i mają dzieci oraz kredyt na 20 lat. Jeżeli lubią się, są uważni na siebie, rozmawiają dłużej niż 3 minuty dziennie i na inne niż domowo-organizacyjne tematy, a przede wszystkim chcą obejrzeć tę druga Mapę i jest ona dla nich ważna, to tak. Natomiast jeżeli jedna osoba zrobi Mapę, a druga prychnie, że to „głupota z tymi obrazkami”, to trzeba się cofnąć do wcześniejszego etapu w komunikacji. A jak wcześniejszy i kolejny nie działa, to czasem zastanowić się, czy chcemy być z człowiekiem, z którym nie da się porozmawiać o sobie, o nim, o nas, o ludziach i świecie wkoło.

Znam Mapy rodziny czy też Mapy związku. To są zwykle Mapy dojrzałych emocjonalnie ludzi z dużą świadomością siebie w relacji.

Dostrzegłam też, że jednym z życzeń może być seks trzy razy w tygodniu? (śmiech) Czy i w tych obszarach potrzeba aż tak skrzętnego zaplanowania? Zawsze myślałam, że to po prostu się czuje i jest potrzebą chwili?

Różowe pole związków zawsze budzi duże emocje. Miłość, związki partnerstwo i seks. Jak partnerzy są dobrani w kwestii seksu i bliskości to potrzeba chwili, miejsce, czas czy częstotliwość samo się zrobi. Wtedy kiedy chcą, czują i mają ochotę. Dla jednych to będzie 3 razy w tygodniu, dla innych 5 razy, a dla jeszcze innych raz na miesiąc.

3 razy to oczywiście pewien przykład. Chodzi o zasygnalizowanie tematu i pokazanie, że to nie jest temat tabu w małżeństwie czy związku. Że warto mówić partnerowi co i jak chcemy, kiedy, ile razy i nawet w jakich porach dnia. Bo może seks o 5 rano jest tym ulubionym, a on o tym nie wie, mimo że jesteśmy już 20 lat razem. Albo na przestrzeni lat rzeczy się zmieniły i też zapomnieliśmy poinformować o tym druga stronę. Głównie kobiety mają z tym trudność, chociaż mężczyźni też. I znowu, tu nic nie zadzieje się samo. Co z tego, że chcemy i na tym się kończy. Seks szeroko rozumiany zaczyna się zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn dużo wcześniej, a nie dopiero w łóżku czy na blacie stołu w kuchni. Jest soczewką tego, co między nami dzieje się w ciągu dnia. Dla mnie jest też wynikową zadbania o siebie, lubienia się nawzajem, nie tylko kochania, dobrej komunikacji i codziennego budowania relacji, małych gestów, bliskości, sprawności fizycznej i uważności, która tworzy tą bliskość. To kwestia wspólnego języka znaków, gestów i znowu bycia chętnym. Kobieta, dla której dzieci i czysty dom są najważniejsze, a ona sama jest na końcu, nie będzie myślała co i jak chce, a jeśli już pomyśli ile razy, to jej ręce opadają. Mężczyzna, który pracuje 20 godzin, ewentualnie potem  siedzi przed telewizorem i z każdym rokiem jest o 5 kg starszy, nie ma siły i chęci na zajęcie się partnerką. Te przykładowe 3 razy w tygodniu mają za zadanie uruchomić proces myślenia nad tym, jak ja chcę żeby było. A planowanie? Może czasem warto „zaplanować”, że dziś nie założę bielizny jak pójdziemy do kina, zrobię jego ulubione danie albo dziś kupię jej tulipany bez okazji, bo wiem, że lubi, czy zorganizuję „spontaniczny” wyjazd w weekend. Małe wielkie rzeczy. A 3 czy 5 razy w tygodniu po prostu będzie potrzebą chwili.

Na mojej stronie karinasep.com udostępniam do poczytania opis Pola Różowego. Można poczytać i zobaczyć, czy chcecie więcej i jesteście gotowi na zmiany w życiu.

Rozmawiała: Anna Węgrzyn

fot. Joanna i Maciej Roszkowcy, Kartka Andrzej Tylkowski, Karina Sęp
http://zmianywzyciu.pl/artykul/karina-sep-jesli-czegos-bardzo-chce-robie-to-44
Wywiad dla portalu „Zmiany w życiu” dwa lata temu

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s