O Mapach na portalu “Zmiany w życiu”

mapawzmianachwfirmue

Już od września będzie okazja na cykliczne zapoznawanie się z Mapą Marzeń – Mapa Celów oraz Mapą Planów – Mapą Działań czytając portal Ani Węgrzyn – “Zmiany w życiu” http://www.zmianywfirmie.pl/. Będzie intensywnie i dużo wiedzy bo czas robienia nowej Mapy na 2017 się zbliża.

A dla tych co mają własne i nie tylko własne firmy Mapa Marzeń – Mapa Celów dla Firm i portal też Ani – “Zmiany w Firmie” http://zmianywzyciu.pl/

 

Co dzieje się na wykładzie/szkoleniu z Mapy Marzeń – Mapy Celów?

mapacotamsiedzieje

Mój wykład – szkolenie z Mapy Marzeń – Mapy Celów ewoluował. Obecnie obejmuje treści z obu ksiązek tak więc wzbogacony jest o Mapę Planów – Mapę Działań.

Czego sie spodziewać i jak to wyglada.

Obecne spotkania mają formę wykładowo – szkoleniową. Nie są już warsztatem jako takim, na którym robi się Mapę. Można na taki się umówić oczywiście osobno.

Proponowana obecnie forma to jednodniowe szkolenie – wykład.

Co się tam dzieje i o czym mówię?

– prezentuję Mapę Marzeń – Mapę Celów jako narzędzie do porządkowania i układania sobie swoich marzeń i celów. Staram się uświadomić uczestnikom jak ważna jest samoświadomość, jawność i obrazowość swoich marzeń i celów. Małych dużych, rocznych i tych na całe życie.

– opowiadam po kolei, z detalami i przykładami, co jest ważne na Mapie, jak działa, jak formułować zdania i wybierać zdjęcia, obrazy i rysunki i jakie to ma znaczenie dla funkcjonowania Mapy.

– prezentuję Mapę Planów – Mapę Działań jako narzędzie do łatwiejszego i wygodniejszego życia. Pokazuję na realnych przykładach jak można rzeczy zrobić inaczej, czasem prościej.

– pokazuję jak łączyć obie koncepcje Map

– nie robię ćwiczeń grupowych, ani w podgrupach bo o to pytacie, szczególnie ci, którzy nie z bardzo lubią taką formę.

– w ciągu tego dnia nic nie trzeba, nie musicie, nie powinniście. Możecie tylko chcieć coś zrobić, wysłuchać, zainspirować się albo na przykład uświadomić sobie, że wszystko bardzo fajnie, ale moje lepsze co też będzie wartością.

– materiały, które dostają uczestnicy pozwalają na zrobienie indywidualnie pewnych ćwiczeń natomiast to praca samodzielna bez żadnych prezentacji.

– podczas tych kilku godzin jest dużo wiedzy merytorycznej, czas na inspirację , refleksję, odkrycia własne, postanowienia, nowe początki, domknięcia i inne zdarzenia. Zwykle tak się dzieje, a potem jak wyjdziecie to dzieje się jeszcze więcej,

– dla tych co mówią, że „te obrazki” są bez sensu mogę tylko przetoczyć zdanie wielu uczestników, które usłyszałam w różnych  wersjach po wykłądzie „aha, to ja teraz rozumiem o co chodzi z tymi obrazkami i dlaczego one są jednak potrzebne”.

– jest grupa osób, która nigdy nie zrobi żadnej Mapy, bo to nie narzędzie dla nich, natomiast wielkość rzeczy, które zadzieją się tego dnia będzie też wartością, która wyniosą i przerobią na swój własny sposób i o to też chodzi.

Jeżeli przeczytaliście już moje książki to taki dzień jest okazją do przetworzenia tematu w innych sposób słuchając i przepuszczając przez ciało w innej konfiguracji treści dotyczące map, zmian, marzeń i celów.

Dla tych którzy „słyszeli” albo „chcą”  to może byc nowe doświadczenie nie wymagające integracji, wspólnych ćwiczeń czy tak popularnych czasem budowania relacji w akcji. Natomiast jeżeli macie taką potrzebę to zawsze grupa składa się różnych osób i jest czas na wszystko. Grupa to 7-15 osób.

Dajcie sobie szansę na poznanie czegoś nowego. Zgodnie z reklamą „bo jesteś tego warta”. Jesteś : )

 

 

Ogarnij swój dzień – gdzie kupić rzeczy o których piszę?

1gdziecokupi

Ten wpis to odpowiedź na najczęściej zadawane mi pytanie czyli “gdzie kupić to o czym piszesz, tak dokładnie gdzie?”.

Kiedyś wiele lat temu koleżanka zapytała mnie jak zrobić kotlety mielone. Kiedyś dawno temu, przed wiekami, nie było instrukcji do zrobienia wszystkiego po odpaleniu internetu…. Więc mówię, że mięso, jajka, sól, pieprz, przyprawy, mieszasz itd… Otóż nie. Pytanie jest: jakie mięso?, gdzie je kupić? ile go kupić? w czym mieszasz?  ile jajek, ile pieprzu, soli? (ale trochę to łyżeczka czy ile?), co to znaczy przyprawy? (znaczy ile, jakie dokładnie i kiedy dodajesz), ile mieszasz? czym mieszasz? co to znaczy, że bierzesz trochę? tzn ile bierzesz na jeden kotlet? itd itd…

Więc moje myślenie, że jak mówię/piszę białe wieszaki albo drewniane wieszaki, które można kupić “gdzie bądź” byle takie same, dla niektórych jest jak te kotlety. I to jest ok. Ja zadaję takie pytania jak mam obsłużyć nowy sprzęt typu telefon. I zapisuje komendy na kartce. Każdy ma swoje super mocne strony i te mocne inaczej.

Więc lista rzeczy, które JA kupuję i MI się sprawdzają. Czy wam sie sprawdzą – nie wiem….

Przeźroczyste pudła – różne wielkości, dobra jakość, mniejsze pasuja do wiekszych, cena przyzwoita, mają pokrywki – IKEA, pudła SAMLA.

Przeźroczyste pudełka na buty – Leroy Merlin – pudełka mają napis na pokrywce “shoes” i takich szukać.

Słoiczki do przypraw – IKEA tam chyba najtaniej bo 6 zł za 4 szt. Po 2 zł za sztuke na stoiskach z przyprawami w miejscach typu rynek warzywny w każdym mieście.

Wieszaki drewniane białe – Jysk – sa i czarne i oczywiście nie malowane. Wieszaki są też w Ikea i  w Leroy Merlin, i Obi, i pewnie jeszcze w kilku innych. Ułatwieniem jest, że tam jest w pakietach po 5 albo 10 szt wiec taniej, wygodniej do kupienia i jak kupicie 3-4 paczki to macie szafę zrobioną na nowo.

Pudełka na leki – tu nie ma patentu bo każdemu będzie inne pasować. Duże apteki mają takie pudełka tylko trzeba poprosić o pokazanie. No i jest zawsze allegro i cały internet. Jak przyjrzycie się rysunkowi to polecam model na cały tydzien w jednym.

Szczotka do ciała – Rossman i kosztuje jakieś 12 zł. Na slajdzie pokazuję jakiej szukać. Trzeba wykonać wysiłek dojścia do Rossmana,  zakupu i położenia w prysznicu. No potem jeszcze dobrze jest się szczotkować, ale najpier donieść do domu 🙂

Dwie kosmetyczki – znowu Rossmann bo zwykle jest tam wybór i ceny też dla ludzi. Dwie takie same nie zabiją was cenowo. Jedna do podróży, druga na przykład do torby basenowej czy nawet trzecia do fitnesowej. Myk polega na tym, że są takie same i wasze córki, jeżeli takie macie, będa miały jasną identyfikację – nie ruszać moje!.

Kosz wyklinowy lub aluminiowy na zakupy – ja swoje kupuję na rynkach warzywnych i innych. Są też do kupienia w supermarketach tylko wymaga to poszukania i zapytania kogoś z obsługi. Czasem są tak ukryte że sami nie znajdziecie.

Back Strecher i Neck Strecher czyli drabinka rehabilitacyjna – jak ktoś nie chce szukac po internecie to na pewno do zakupu w sklepie www.innomed.pl. Warto kupić przyzwoity i sprawdzony bo wasz kręgosłup jest tego wart na pewno.

Suszarka i golarka – ja akurat korzystam z suszarki Rowenty ( Powerline Plus CV 509), a moje córki i kilka już kobiet którym poleciłam z golarki elektrycznej PHILIPS HP 6368 (na mokro i na sucho, nie zalewacie nóg krwią na kostkach, do użycia bez żadnego przygotowania nawet jak już za 3 min musicie wyjść, a tu nie zauważona jakoś wcześniej katastrofa)

Żelazko ze stacją parową co nie kosztuje fortunę – korzystam bardzo intensywnie od kilku lat (a prasuje się u mnie dużo) z Clatronic 3461. Kosztuje ok 200 zł i wymieniam bez żalu co 2 lata. Jeszcze nigdy nie udało mi się z powodzeniem zrobić operacji czyszczenia żelazka tymi magicznymi płynami i żeby potem nie lała się z tego brudna woda. A jak się płaci dobrych parę setek za żelazko ze stacją to trzeba coś robić jak szwankuje.

Kwadraty opętania czyli planer na lodówce – ja robię pisakiem na dużej kartce flipchartowej, ale można kupic coś co nazywa się Family Planner (robi to firma quo vadis ale pewnie trochę tego jest na rynku). U mnie wygrywa wciąż ręcznie robiony i wpasowany w szafkę.

Uff….. to chyba tyle 🙂

Nie jestem zwolennikiem, aż takiego poradnictwa na forum zewnętrznym chociaż w życiu robię to non stop, a zdanie “to ty kup, sprawdź, a potem podaj model to ja też kupię” słyszałam wiele razy. Ja też korzystam z takich bezpośrednich poleceń z dokladnym modelem bo jak idę do sklepu typu media markt to jestem chora i zagubiona. Ktoś sprawdził, wykonał pracę przesiania rynku, działa, biorę z podziekowaniem.

 

 

 

 

 

300% normy

1300procentnormy

W mojej książce „Ogarnij swój dzień’ jest mini rozdział pt. „300% przygotowania”. To ja mam taką potrzebę. Zresztą znam wielu ludzi, którzy tak mają. Żeby ogarniać wiele rzeczy, dobrze wykonywać swoją pracę, pisać czy wykładać  potrzebuję być zawsze przygotowana na najwyższym możliwym poziomie swoich możliwości. To sformułowanie pierwszy raz usłyszałam od Iwony Majewskiej – Opiełki i potem wiele razy wracało do mnie.

Dla każdego tej najwyższy poziom własnych możliwości jest inny. Dla mnie jest wysoki. Czasem zbyt wysoki… Nie wyjdę do ludzi bez przygotowania czy  nie pojadę na spotkanie. Nie dam rady wtedy sobie sama ze sobą, zawieszę się, zatnę i ucieknę. Przygotowanie daje mi bezpieczeństwo wewnętrzne do dobrego wykonywania swojej pracy. To jedna z podstaw ogarniania mojego dnia, życia i siebie samej. Czasem słyszę odpuść sobie….ta klamerka nie musi być dokładnie w odcieniu torebki, te materiały nie musza być tak super przygotowane. Ten składnik nie musi być, aż takiej jakości, a odcień dokładnie taki. A ja nie lubię odpuszczać. Chyba że z pełną świadomością, że tak wybieram. To trudne czasem, ale na końcu się opłaca.

Skąd w ogóle to rozważanie. Ostatnio miałam okazję do kontaktu z osobą (zresztą wiele ich jest wkoło nas), która do tzw. „gadania” potrzebuje naprawdę niewiele danych. I na pewno to nie jest 300, ani 100 procent. I jak to mówi zaprzyjaźniony kolega „chleba z tej namielonej mąki nie ma”, jednak zapotrzebowanie rynkowe jest. I jest wielość ludzi, którzy mają taką umiejętność. Bo to jest umiejętność i „czapki z głów” do tych co to umieją. Spotkać osobę, pójść na wykład do kogoś, na rozmowy biznesowe czy gdziekolwiek gdzie macie do czynienia z  człowiekiem, która mówi, a nic z tego nie wynika bo nie ma głębi. A może nie musi być? To jest właśnie to. Może nie zawsze musi być głębia. Każdy z nas ma wybór tego co bierze. Może nic. Może coś, może wszystko. Moje dobre, twoje dobre.

Ogarnianie swojego życia polega na balansie wielu rzeczy. Czasem jest to 300% normy, a czasem odpuszczenie. Polega na wyborze na dziś, na daną sytuację i moment  czy trzeba mieć maxa czy może być tak, że “obleci”. Fajnie jest wiedzieć co sami potrzebujemy, aby czuć się bezpiecznie, wygodnie, komfortowo, spójnie i w zgodzie.

 

Co chcesz poczuć, doświadczyć, gdzie być, co zobaczyć?

1cochceszzobaczyc

Każdemu z nas chodzą po głowie i emocjach rzeczy, których chcielibyśmy doświadczyć, poczuć, zobaczyć, dotknąć czy przeżyć. Niektórzy ciągle chodzą na koncerty, wystawy, musicale, wydarzenia kulturalne. Inni jeżdżą, aby coś spektakularnego doświadczyć czy przeżyć.

Jednak cześć z nas tylko nosi te marzenia w środku i bardzo rzadko je realizuje.

Ja od dość dawna staram się reagować na takie impulsy z wnętrza siebie i dokładać starań, aby jednak realizować to chcenie ze środka. Koncert ulubionego piosenkarza czy piosenkarki, długo przemyśliwany musical, na który warto się wybrać to „stolicy” (majstersztyk w postaci Mamma Mia w teatrze Roma ostatnio), wystawa inna niż wszystkie jak na przykład ta Van Gogha, festiwal światła w Toruniu, koncert muzyki francuskiej czy inne spektakularne w filharmonii.

Są też takie, które wciąż na mapie niezrealizowane i czekają. To festiwal tańca w Poznaniu co roku, Gaelforce Dance czy trasa krasnoludków we Wrocławiu. Co roku chcę pojechać do Warszawy, aby być tam 1 sierpnia o godz 17 i wciąż to odkładam mimo, że to siedzi w środku.

 

A co Ty chcesz przeżyć, zobaczyć, usłyszeć, zatopić się,  poczuć?

Czyj koncert chodzi za tobą już kilka lat?

Jakie miejsce woła cię od dawna?

Jaki spektakl, musical, balet powoduje reakcję ciała, kiedy widzisz plakat czy wzmiankę w telewizji?

Jakie miasto jest na twojej mapie od dawna i wciąż tam ciebie nie było mimo, że to proste?

Może idziesz na jakiś wykład już kilka lat mimo, że ten wykładowca co roku gości w twoim mieście?

Co wciąż odkładasz? Jakie przeżycie?

Czytasz ten tekst i oczywiście wiesz co to jest… Jedna, dwie, trzy… i jeszcze to…

Przeszukaj internet, kup bilet i zrób to dla swojego serca.

Szaleństwo i zachwyt na Mapie

1zachwytiszalenstwo

Czytam po raz kolejny książkę o filozofii Starbucksa. O tym co było i jest w głowach twórców i następców i jak starają się przenieść to, aż po szczebel osoby, która podaje wam kawę jeżeli czasem tam chodzicie. Pamiętam, dobrych kilka lat temu, po raz pierwszy trafiła w moje ręce, „przypadkiem” oczywiście, pierwsza z książek opisujących tę firmę i jej filozofię. Po przeczytaniu, a było to akurat w moje urodziny, więc w Paryżu, pognałam do pierwszego znalezionego Starbucksa (bo wcześniej mnie tam nigdy nie było), żeby sprawdzić czy faktycznie jest tak jak piszą i jaką mają wizję. Trafiłam wtedy na dziki wielokulturowy  tłum stojący karnie w oczekiwaniu na swoją kawę. Hmmm.. coś w tym musi być oprócz dobrego marketingu i reklamy oraz wysokiej ceny.

Rozpisałam się jak to czasem u mnie bywa. Po co ten wstęp? Bo dziś czytając po raz kolejny książkę (lubię wracać czasem do fragmentów przeczytanych książek) objawiło mi się coś innego. Coś co jest też kluczowe dla map, które ja robię i wy robicie. „Wszystko ma znaczenie” oraz „Niespodzianka i zachwyt (klienta)” (to dwie z zasad Starbucksa)

Robiąc mapę skupiamy się na rzeczach podstawnych, które zapewniają nam prace, relacje, zdrowie, rodzinę, wiedzę, wolność i wiele innych rzeczy. Dla każdego ta kombinacja będzie inna. Kolejna cześć to te chcenia i marzenia, które sięgają wyżej, mocniej, wykraczają poza codzienność. Są też takie „totalnie odjechane” typu nie wiem jak, ale tak chcę, aby się stało.

Tu kolejna dygresja – dawno temu miałam kontakt  dziewczyną, która na swojej mapie w dużej ilości umieściła rzeczy typu niech się stanie. Na tamten moment realność ich stawiała wiele do życzenia. Od tego czasu pisze do mnie w różnych odstępach czasowych informując, że kolejne marzenie z mapy się spełniło. Jest dla mnie zawsze przypomnieniem, że jak ktoś taką, totalnie z pozoru abstrakcyjna, mapę chce mieć to proszę bardzo! Voila! Niech się stanie!

No więc od marzeń codziennych, podstawowych do marzeń „z kosmosu”.

Ten wpis skierowany jest do tych co w dużej mierze zachowawczo podchodzą do swoich map. Bezpieczeństwo, zgodność z system wartości, sposobem życia, charakterem, mentalnością, realna oceną możliwości, zgodą wewnętrzną, spójnością – wszystko tak. Jak patrzymy na mapę to wszędzie ma być „tak zgadzam się w pełni i wierze, że tak się stanie”. Bo mapa to nasze lustro i próba generalna tego co chcemy zrobić, mieć i gdzie być.

Jednak….

Jednak warto wyjść w jakimś obszarze poza schemat. Warto wstawić sobie niespodziankę. Warto zachwycić się swoim marzeniem. Zachłysnąć się pomysłem. Warto sięgnąć gwiazd. Bo jak nie dziś to kiedy. Ostatnio przeczytałam „Jeżeli zadajesz sobie pytanie czy nie jesteś na coś za stara to pamiętaj – już nigdy nie będziesz młodsza”. Zachwyć się swoim marzeniem : )

2 lata temu … a jak dziś

2latatemudzis

 

Karina Sęp – Jeśli czegoś bardzo chcę, robię to.

Karina Sęp – autorka książki „Mapa Marzeń – Mapa Celów”, trener i coach, a jednocześnie mama trójki dzieci i kobieta, która realizuje swoje marzenia.

Kiedy opowiedziałam koledze o wizji portalu „Zmiany w Życiu” odpowiedział z życzliwością „nienawidzę cię, to jest dobry pomysł”. Kiedy zaczęłam czytać Twoją książkę już na 19-tej stronie, kiedy wspominasz o realizacji marzenia o tańcu, pomyślałam tak samo „nienawidzę jej”. Ja też zawsze chciałam zatańczyć tango „Roxanne”, a gdzieś to zaniedbałam. Każda kartka tak mocno pokazuje naszą codzienność. Wiesz, że stworzyłaś fantastyczne dzieło do poukładania życia?

Mam nadzieję, że stworzyłam coś, co będzie inspiracją, pomysłem i użytecznym narzędziem do dokonywania zmian. „Mapa Marzeń – Mapa Celów” faktycznie służy do poukładania sobie życia, do odnalezienia siebie samego, zrobienia porządku w życiu i pomyślenia w o sobie. To się nazywa zdrowy egoizm, którego jakże często brakuje przede wszystkim kobietom. Robiąc warsztaty z Mapy, a potem pisząc książkę, spełniam w jakiś sposób swoją misję życiową. Ja też dopiero kilka lat temu odnalazłam siebie dzięki pomocy innych. Wszystko, co rodzi się z pasji jest prawdziwe, ma w sobie energię, silę i działa. A to dlatego, że wkładamy w to swoje serce i emocje. Wielu ludzi mówi, że potrafię spowodować, że komuś się chce, że potrafię zainspirować do zmian i do zrobienia pierwszego kroku. W książce jest wiele przykładów z mojego życia i one pokazują, że nic nie dzieje się nie tylko bez przyczyny, bo oczywiście tak jest, ale też że nic nie dzieję się samo. Że warto, aby za naszymi marzeniami i celami krył się plan ich realizacji, pewien wysiłek włożony w to, by stało się tak jak chcemy.

Z drugiej strony mam świadomość, że nie każdy jest na takim etapie życia, że jest gotowy do zrobienia swojej Mapy, do skonfrontowania się z takim obrazem życia, jaki chce mieć. Kiedyś myślałam, że Mapa jest dla każdego. Nie jest. Natomiast to, co dzieje się ludziach po przeczytaniu książki, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Oczywiście doświadczałam już tego wielokrotnego pozytywnego efektu „aha” po warsztatach u uczestników. Natomiast dzieje się to też teraz, kiedy ludzie piszą do mnie po przeczytaniu książki. Zmiany, jakie wprowadzają w swoim życiu, są nieprawdopodobne! To trochę jak w reklamie – bezcenne.
I tu często nie chodzi o ogromne zmiany, chociaż takie też są. Często to mała rzecz, a zmienia wszystko albo porusza lawinę pozytywnych zmian. Ludzie, którzy żyją w zgodzie z własnym ja, są szczęśliwi, uśmiechnięci, zadowoleni i zdrowi we wszystkich czterech obszarach: ciała, umysłu, ducha i emocji.

Jest wiele szkoleń o zarządzaniu czasem. Jak patrzę na Ciebie – sama wychowujesz 3 dzieci, pracujesz na etacie, studiujesz, jesteś coachem, napisałaś książkę, prowadzisz wykłady, tańczysz, nurkujesz, jeździsz regularnie na rowerze – to myślę, że nie potrzeba szkoleń, wystarczy przeczytać książkę i zainspirować się Twoim życiem, aby powiedzieć „mogę wszystko”.

To nie tak. Jak mówię ludziom o tym co i ile robię to często pierwsze co słyszę to „że tobie się to wszystko chce?”. Tak, chce mi się. I myślę że to „chcenie” jest podstawą mojego życia. Dalszej organizacji i zarządzania sobą w czasie. Od kiedy pamiętam słyszę też „napisz książkę o tym jak robisz wszystko jednocześnie”. Dla mnie podstawą jest uporządkowanie, przygotowanie, plan, ustalenie priorytetów, potem realizacja i pewna konsekwencja.
Po prostu jak czegoś bardzo chcę, to robię to. I to nie jest tak, że zawsze się udaje.
Często plan trzeba modyfikować, zmieniać, uaktualniać. Bo takie jest życie. A jak coś nie idzie zgodnie z planem to też nie dzieje się to bez przyczyny. Często widzimy to dopiero patrząc wstecz. Ja staram się zawsze zastanawiać dlaczego coś idzie nie tak jak sobie wymyśliłam już w trakcie, co świat chce mi powiedzieć.

Nie wiem czy można mieć wszystko. Chyba byłoby wtedy nudno. Natomiast na pewno można po kolei spełniać swoje marzenia i osiągać cele, rozwijać się, dokonywać dobrych dla nas zmian. Wciąż wspinać się po nowe doświadczenia, pomysły i inspiracje. We własnym tempie i w zgodzie ze sobą.

Moja książka i moje warsztaty są taką inspiracją do zmian. Swoim życiem pokazuję, że można, jak się chce.

       

Wróćmy do Mapy. Co było pierwszym bodźcem w Twoim życiu do stworzenia tak fantastycznego narzędzia?

Swoje osobiste Mapy robię od wielu lat. Nie pamiętam jak to się zaczęło. Zapewne gdzieś usłyszałam czy przeczytałam o Mapie Marzeń. Bo Mapa Marzen jako taka jest znanym narzędziem i wielu jest trenerów prowadzących takie warsztaty. Natomiast to, czego mi brakowało w tym co czytałam na temat jej tworzenia, to właśnie struktury, uporządkowania i pewnego wewnętrznego planu oraz powiązań. Jest jeszcze jedna ważna różnica. Mapy marzeń bazują zwykle na tym, że robiąc je wybieramy intuicyjne obrazy, napisy czy zdjęcia z gazet, a następnie umieszczamy je na mapie. I to też jest metoda, którą jak najbardziej można włączyć do Mapy Marzen – Mapy Celów. Przeczytajcie historię słowa „luksus” w książce. Natomiast moją propozycja jest: najpierw dobrze zastanów się co chcesz, a potem poszukaj do tego obrazu, zdjęcia, rysunku, sformułuj życzenie czy ustal plan.

Moje mapy ewoluowały, zresztą wciąż jest to żywy organizm. Każde szkolenie, każdy uczestnik warsztatów, a teraz czytelnicy książki, którzy piszą do mnie, coś wnoszą w jej pole. Mapę Marzeń wzbogaciłam o cele, czyli marzenia z datą realizacji. Bo ja lubię konkrety. I lubię mieć plan. Mapa Marzen – Mapa Celów to plan na życie. To obraz życia, jakie chcemy mieć. Pod warunkiem, że umiemy i jesteśmy już gotowi spojrzeć w lustro i powiedzieć co chcemy. Co jest dla nas ważne dziś, jutro i do końca życia. Przy kim chcemy się codziennie budzić, komu opowiadać o tym co robimy, a może też z kim być do końca życia. Warsztaty, proces robienia mapy, a teraz czytanie książki pozwala powoli i łagodnie zastanowić się gdzie jesteśmy i jaki może być kolejny krok. A przykłady z mojego życia i wielość innych zaprezentowanych w książce inspiruje i wyzwala myślenie, że jeżeli ona mogła, to ja też. Bo w końcu ja jestem zwykła kobietą i mój dzień też ma 24 godziny jak każdego z nas, też śpię, pracuję, zajmuję się dziećmi, śmieję się i płaczę w poduszkę. Jestem tylko może dobrze zorganizowana i zwykle „chętna”.

W czym Mapa pomaga najbardziej?

Robiąc Mapę czy chociażby czytając o niej uświadamiamy sobie, czasem bardzo po cichu, jakie JA mam marzenia i cele. Czy w ogóle dopuszczam je do głosu, czy umiem je nazwać. Schemat 9 pól na Mapie pozwala przyjrzeć się osobno wielu obszarom życiowym. Tym, którzy mają bałagan w swoim życiu i tyle już zamietli pod dywan, że czołgają się pod sufitem, pozwala zatrzymać się, nabrać powietrza i uporządkować różne obszary życiowe. Czasem zacząć od jednego, a potem to już samo się układa. Tym, którzy maja wielość  marzeń i pomysłów, tylko ich realizacja nie jest mocnym punktem, pozwoli ruszyć z miejsca. Ludziom, którzy utknęli w życiu i myślą, że nie dadzą już rady i niech się dzieje co chce, pozwoli może znaleźć punkt, od którego mogą zacząć wprowadzać zmiany. Schemat Mapy po prostu nazywa rzeczy po imieniu i powoduje myślenie. To co uwielbiam na warsztatach kiedy zaczynam opowiadać i podawać kolejne przykłady, to ogromne oczy jak u dzieci zasłuchanych i wtedy mogłabym przysiąc, że widzę takie kółka zębate jak w zegarkach, obracające się w głowach coraz szybciej i szybciej… A potem słyszę – „uświadomiłam sobie, że ja nie mam marzeń, że o nich zapomniałam…” albo „to ta mapa ma być moja? Naprawdę?”, „a jak to się nie spodoba mojemu mężowi, dzieciom, mamie i Bóg wie komu”.

O nie! Teraz TY! Teraz czas dla Ciebie!

A potem to już tylko dzieje się…

I marzenia nagle pojawiają się czy to same, czy też wywołane inspiracją, i dostają skrzydeł, a cele powoli formułują się. I powstaje obraz tego co chcemy, tego co nasze, tego co w sercu.

Od czego zacząć przygotowanie Mapy Marzeń –  Mapy Celów?

Oczywiście od przeczytania książki. Reszta sama „się zrobi” jeżeli jest to właściwy czas. Bo każdy będzie zaczynał od czegoś innego. Każdy z nas jest w innym punkcie życiowym i każda mapa jest inna i niepowtarzalna. Przez moje ręce, głowę i emocje przeszło setki map i każda jest indywidualna. Jedno jest pewne – trzeba zacząć od pierwszego kroku. Czy to będzie warsztat, czy książka. Ja, jak chcę zacząć coś robić, najpierw dowiaduję się jak. Szukam przepisu. A jak już z grubsza wiem to potem mogę sobie poszaleć z wariacjami i dostosować do mojego życia, możliwości, układu, finansów i miejsca na ziemi.

Czy zdarza się tak, że Mapa nie jest właściwym narzędziem do wprowadzania zmian w życiu?

Tak. To trochę jak z coachingiem. To swoją droga ciekawe dla mnie doświadczenia, bo zaczynałam od warsztatów z Mapy Marzeń – Mapy Celów zostając najpierw trenerem Akademii Skutecznego Działania Iwony Majewskiej–Opiełki, a dopiero potem zrobiłam certyfikację ICC i zostałam coachem. Koncept miałam taki, że coaching jest mi potrzebny do Mapy aby lepiej i jeszcze skuteczniej pracować z ludźmi. A tu okazało się, że Mapa jest narzędziem coachingowym. Ale o tym będzie kolejna książka.

Zdarza się, że Mapa nie jest właściwym narzędziem dla danego człowieka na ten moment życia, w którym się znajduje. Albo w ogóle nie jest to narzędzie, które dany człowiek czuje. Każdy jest inny. W coachingu na pierwszej sesji zadaniem coacha jest ocena czy temat i cel, z jakim przyszedł klient, jest coachingowy. Ja, widząc Mapę, dosyć szybko jestem w stanie stwierdzić, że nie rozwiąże ona problemów danej osoby. Bo robiąc nawet najlepszą Mapę nie rozwikłamy problemów, które wymagają terapii czy to indywidualnej, czy rodzinnej, czy też związanej z uzależnieniami, brakiem poczucia bezpieczeństwa czy wieloma innymi. W takich sytuacjach mówię o tym.

Są też takie sytuacje, kiedy ludzie oczekują od Mapy, że samo się zrobi coś, co jest nie rozwiązane od lat. Poszukują kolejnych narzędzi, warsztatów, szkoleń książek, które w cudowny sposób rozwiążą problemy życiowe, których oni nie chcą widzieć. Wtedy Mapa nie pomaga. Bo Mapa to spojrzenie w lustro i powiedzenie „tak, jestem gotowa na zmianę, chcę czegoś innego w życiu, chcę, żeby było jak ja chcę”. I takie osoby znajdują metodę, możliwości, rozwiązania. Mapa może być pierwszym lub kolejnym krokiem do zmiany lub kropką na „i” w procesie zmian. Będzie tym czym ty chcesz, aby była. To twoja Mapa, twoje życie i twoje marzenia i cele.

Jednym z obszarów są relacje, związki. Piszesz, że lepiej aby każdy robił Mapę sam, a nie wspólnie z partnerem. Czy takie dwie mapy wiszące obok siebie mogą pomóc w komunikacji w związku bardziej niż wspólne cele na jednej?

Zdarza mi się, że na warsztaty przychodzą pary czy małżeństwa, które chcą robić wspólnie Mapę. Kochają się, lubią, umieją się ze sobą komunikować tym samym językiem i chcą wspólnie. Zwykle tak mniej więcej po godzinie wykładu pada zdanie „to my zrobimy jednak osobne mapy”.

Uważam, że można zrobić wspólną mapę związku, ale najpierw przypatrzmy się sobie. Na Mapie w centralnym żółtym polu jest „JA”. I to nie ja to wymyśliłam, że tak jest. Ten koncept został wymyślony przez starożytnych Chińczyków. Wszystkie pozostałe rzeczy, jak związek, dzieci, rodzina i inni ludzie, są wkoło. Bo jeśli ja wiem co chcę i gdzie jestem, to cała reszta też będzie w harmonii.

Czy Mapa może pomoc w komunikacji w związku? Na pewno. Pod warunkiem, że ta komunikacja w ogóle jest i ludzie są ze sobą, a nie tylko mieszkają i mają dzieci oraz kredyt na 20 lat. Jeżeli lubią się, są uważni na siebie, rozmawiają dłużej niż 3 minuty dziennie i na inne niż domowo-organizacyjne tematy, a przede wszystkim chcą obejrzeć tę druga Mapę i jest ona dla nich ważna, to tak. Natomiast jeżeli jedna osoba zrobi Mapę, a druga prychnie, że to „głupota z tymi obrazkami”, to trzeba się cofnąć do wcześniejszego etapu w komunikacji. A jak wcześniejszy i kolejny nie działa, to czasem zastanowić się, czy chcemy być z człowiekiem, z którym nie da się porozmawiać o sobie, o nim, o nas, o ludziach i świecie wkoło.

Znam Mapy rodziny czy też Mapy związku. To są zwykle Mapy dojrzałych emocjonalnie ludzi z dużą świadomością siebie w relacji.

Dostrzegłam też, że jednym z życzeń może być seks trzy razy w tygodniu? (śmiech) Czy i w tych obszarach potrzeba aż tak skrzętnego zaplanowania? Zawsze myślałam, że to po prostu się czuje i jest potrzebą chwili?

Różowe pole związków zawsze budzi duże emocje. Miłość, związki partnerstwo i seks. Jak partnerzy są dobrani w kwestii seksu i bliskości to potrzeba chwili, miejsce, czas czy częstotliwość samo się zrobi. Wtedy kiedy chcą, czują i mają ochotę. Dla jednych to będzie 3 razy w tygodniu, dla innych 5 razy, a dla jeszcze innych raz na miesiąc.

3 razy to oczywiście pewien przykład. Chodzi o zasygnalizowanie tematu i pokazanie, że to nie jest temat tabu w małżeństwie czy związku. Że warto mówić partnerowi co i jak chcemy, kiedy, ile razy i nawet w jakich porach dnia. Bo może seks o 5 rano jest tym ulubionym, a on o tym nie wie, mimo że jesteśmy już 20 lat razem. Albo na przestrzeni lat rzeczy się zmieniły i też zapomnieliśmy poinformować o tym druga stronę. Głównie kobiety mają z tym trudność, chociaż mężczyźni też. I znowu, tu nic nie zadzieje się samo. Co z tego, że chcemy i na tym się kończy. Seks szeroko rozumiany zaczyna się zarówno dla kobiet jak i dla mężczyzn dużo wcześniej, a nie dopiero w łóżku czy na blacie stołu w kuchni. Jest soczewką tego, co między nami dzieje się w ciągu dnia. Dla mnie jest też wynikową zadbania o siebie, lubienia się nawzajem, nie tylko kochania, dobrej komunikacji i codziennego budowania relacji, małych gestów, bliskości, sprawności fizycznej i uważności, która tworzy tą bliskość. To kwestia wspólnego języka znaków, gestów i znowu bycia chętnym. Kobieta, dla której dzieci i czysty dom są najważniejsze, a ona sama jest na końcu, nie będzie myślała co i jak chce, a jeśli już pomyśli ile razy, to jej ręce opadają. Mężczyzna, który pracuje 20 godzin, ewentualnie potem  siedzi przed telewizorem i z każdym rokiem jest o 5 kg starszy, nie ma siły i chęci na zajęcie się partnerką. Te przykładowe 3 razy w tygodniu mają za zadanie uruchomić proces myślenia nad tym, jak ja chcę żeby było. A planowanie? Może czasem warto „zaplanować”, że dziś nie założę bielizny jak pójdziemy do kina, zrobię jego ulubione danie albo dziś kupię jej tulipany bez okazji, bo wiem, że lubi, czy zorganizuję „spontaniczny” wyjazd w weekend. Małe wielkie rzeczy. A 3 czy 5 razy w tygodniu po prostu będzie potrzebą chwili.

Na mojej stronie karinasep.com udostępniam do poczytania opis Pola Różowego. Można poczytać i zobaczyć, czy chcecie więcej i jesteście gotowi na zmiany w życiu.

Rozmawiała: Anna Węgrzyn

fot. Joanna i Maciej Roszkowcy, Kartka Andrzej Tylkowski, Karina Sęp
http://zmianywzyciu.pl/artykul/karina-sep-jesli-czegos-bardzo-chce-robie-to-44
Wywiad dla portalu “Zmiany w życiu” dwa lata temu

Co dzieje się na wykładzie – szkoleniu z Mapy Marzeń – Mapy Celów?

mapacotamsiedzieje-1

Mój wykład – szkolenie z Mapy Marzeń – Mapy Celów ewoluował. Obecnie obejmuje treści z obu książek tak więc wzbogacony jest o Mapę Planów – Mapę Działań.

Czego się spodziewać i jak to wygląda.

Obecne spotkania mają formę wykładowo–szkoleniową. Nie są już warsztatem jako takim, na którym robi się Mapę. Można na taki się umówić oczywiście osobno.

Proponowana obecnie forma to jednodniowe szkolenie – wykład.

Co się tam dzieje i o czym mówię?

– prezentuję Mapę Marzeń – Mapę Celów jako narzędzie do porządkowania i układania sobie swoich marzeń i celów. Staram się uświadomić uczestnikom jak ważna jest samoświadomość, jawność i obrazowość swoich marzeń i celów. Małych dużych, rocznych i tych na całe życie.

– opowiadam po kolei, z detalami i przykładami, co jest ważne na Mapie, jak działa, jak formułować zdania i wybierać zdjęcia, obrazy i rysunki i jakie to ma znaczenie dla funkcjonowania Mapy.

– prezentuję Mapę Planów – Mapę Działań jako narzędzie do łatwiejszego i wygodniejszego życia. Pokazuję na realnych przykładach jak można rzeczy zrobić inaczej, czasem prościej.

– pokazuję jak łączyć obie koncepcje Map

– nie robię ćwiczeń grupowych, ani w podgrupach bo o to pytacie, szczególnie ci, którzy nie z bardzo lubią taką formę.

– w ciągu tego dnia nic nie trzeba, nie musicie, nie powinniście. Możecie tylko chcieć coś zrobić, wysłuchać, zainspirować się albo na przykład uświadomić sobie, że wszystko bardzo fajnie, ale moje lepsze co też będzie wartością.

– materiały, które dostają uczestnicy pozwalają na zrobienie indywidualnie pewnych ćwiczeń natomiast to praca samodzielna bez żadnych prezentacji.

– podczas tych kilku godzin jest dużo wiedzy merytorycznej, czas na inspirację , refleksję, odkrycia własne, postanowienia, nowe początki, domknięcia i inne zdarzenia. Zwykle tak się dzieje, a potem jak wyjdziecie to dzieje się jeszcze więcej,

– dla tych co mówią, że „te obrazki” są bez sensu mogę tylko przetoczyć zdanie wielu uczestników, które usłyszałam w różnych  wersjach po wykładzie „aha, to ja teraz rozumiem o co chodzi z tymi obrazkami i dlaczego one są jednak potrzebne”.

– jest grupa osób, która nigdy nie zrobi żadnej Mapy, bo to nie narzędzie dla nich, natomiast wielkość rzeczy, które zadzieją się tego dnia będzie też wartością, która wyniosą i przerobią na swój własny sposób i o to też chodzi.

Jeżeli przeczytaliście już moje książki to taki dzień jest okazją do przetworzenia tematu w innych sposób słuchając i przepuszczając przez ciało w innej konfiguracji treści dotyczące map, zmian, marzeń i celów.

Dla tych którzy „słyszeli” albo „chcą”  to może być nowe doświadczenie nie wymagające integracji, wspólnych ćwiczeń czy tak popularnych czasem budowania relacji w akcji. Natomiast jeżeli macie taką potrzebę to zawsze grupa składa się różnych osób i jest czas na wszystko. Grupa to 7-15 osób.

Dajcie sobie szansę na poznanie czegoś nowego. Zgodnie z reklamą „bo jesteś tego warta”. Jesteś : )