Różowa książka i syndrom kelnerki

Miałam tak dwa, może trzy razy w życiu, że chciałam uciec od swojego życia, że syndrom kelnerki był tak silny, iż poczucie w zasadzie nie wiem czego mnie powstrzymało.

Wiele lat temu, pewnie dobrze ponad dziesięć weszła w moje życie tzw. „różowa książka”, Będąc na jakimś warsztacie, w ramach poza przyczynowej koincydencji, prowadząca miała ją w swoim mini sklepiku na sprzedaż. Wtedy to po raz pierwszy miałam okazje poznać Sarah Ban Breathnach  i jej „Jak czerpać radość z każdego dnia”. Opowieści na 365 dni, podzielone na miesiące, a każdy miesiąc miał nadane inne znaczenie. Książka była różowa i stąd jej „robocza” nazwa. Kupiłam ją bardzo wielu kobietom i zawsze miałam w domu, aby dać w prezencie komuś kto pojawił się w moim życiu i uznałam, że mu potrzebna. Jak nakład się wyczerpał kupowałam na aukcjach używane, aby móc dalej dawać potrzebującym. Ja zawsze wracam do niej jak mi trudno, smutno, źle, albo potrzebuję czegoś, czasem nie wiadomo czego.

Teraz moja kolejna książka będzie miała kolor różowy…

Chciałabym, aby stała się taką „różowa książką” dla wielu z Was. Czymś co dajecie kiedy wiecie, że może odmienić życie. Chociaż trochę.

Przytaczam poniżej jedną z ukochanych opowieści z tej książki „Jajecznica czy sadzone”. Ja nazywam to „syndromem kelnerki”. Miałam tak dwa, może trzy razy w życiu, że chciałam uciec od swojego życia, że syndrom kelnerki był tak silny, iż poczucie w zasadzie nie wiem czego mnie powstrzymało.

Warto nauczyć się mówić dosyć, warto nauczyć się zdrowego egoizmu, warto najpierw sobie podawać tlen, warto…., warto…, warto…., dosyć…, dosyć…

Bo od tego zależy wasze życie.

 

Sarah Ban Breathnach – „Jak czerpać radość z każdego dnia”

Jajecznica czy sadzone?

Więcej kobiet niż sobie wyobrażamy, ma tajemnicze fantazje, które nie maja nic wspólnego z erotyką. Ale w pewien sposób koncentrują się one na zakazanym. Ja nazywam te fantazje „Jajecznica czy sadzone?”.

Jeszcze jeden dzień nieustających żądań, zaniedbanych dzieci i niekończącej się pracy, a czujesz, że nie potrafisz już więcej znieść. W Twojej świadomości pojawia się silna chęć zniknięcia bez śladu. Skrupulatnie wyjmujesz całą gotówkę ze swojego konta bankowego (karty kredytowe zostawiają ślad), pakujesz małą walizkę, udajesz się na dworzec autobusowy i zaczynasz życie od nowa jako kelnerka w barze gdzieś na Zachodzie. W swoich fantazjach kobiety czasami zabierają ze sobą dzieci, zwłaszcza te małe; innych – już nastolatków – nie.

Oczywiście, nie masz zamiaru tego zrobić, ale rozważanie takiego planu ucieczki jest mechanizmem pozwalającym na wypuszczenie pary z gotującego się pod ciśnieniem umysłu. Nie ma więcej zaległych rachunków, kłótni o gotowanie, sprzątanie, wynoszenie śmieci, obciążenia kont bankowych czy praw do dzieci; nie ma konfliktu między dziećmi a karierą, wyczerpujących godzin opieki nad starzejącymi się rodzicami, więcej obowiązków nie potrafisz udźwignąć i zmieścić w dwudziestu czterech godzinach. Kiedy myślisz, że nie wytrzymasz ani minuty dłużej, nęci Cię życie, w którym musisz tylko spytać klienta czy chce jajecznicę czy jajka sadzone.

Ostatnio trzydziestodziewięcioletnia kobieta, matka pięciorga dzieci w wieku od ośmiu do szesnastu lat, zniknęła z powierzchni ziemi, niedaleko od miejsca, w którym mieszkamy. Wcześniej, w ciągu dnia, była opiekunką wycieczki szkolnej. Po powrocie z wycieczką do szkoły odprowadziła swoją córkę do autobusu odwożącego dzieci na rozgrywki koszykówki, a sama, ponieważ był piękny dzień, postanowiła pójść pieszo do domu. Nigdy do niego nie doszła. Wieczorem mocno zaniepokojona rodzina zadzwoniła na policję i rozpoczęło się gorączkowe poszukiwanie, połączone z modlitwami. Oczywiście, każdy spodziewał się najgorszego, ponieważ zniknięcie bez śladu tej właśnie kobiety było zupełnie niezrozumiałe. Miała wszystko; wykształcenie w Wellesley, wspaniałą rodzinę, piękny dom, dostatnie życie i bardzo udane małżeństwo z dyplomatą. Trzy dni później kobieta, która miała wszystko, ale oczywiście nie to, czego najbardziej potrzebowała do prawdziwego życia, odnalazła się cała i zdrowa, zaskoczona własnym postepowaniem i zażenowana zamieszaniem, jakie wywołała.

A oto, co się wydarzyło. Kiedy wracała do domu, po drodze poszukała samotnego miejsca, by przemyśleć pewne sprawy. Pod wpływem chwili udała się do swojego ulubionego miejsca, odległej o kilka mil waszyngtońskiej katedry. W ciszy tego sanktuarium mogła usłyszeć swoje myśli. Po kilku godzinach rozmyślań nie znalazła sił, by powrócić do chaosu panującego w domu, więc przez dwa dni  przebywała i spała w małej kaplicy . Kiedy to piszę , kobieta nie wróciła jeszcze do domu i nikt nie wie, kiedy i czy w ogóle wróci. Wiemy tylko, że z jakiegoś powodu ma rozdarte serce. Że nie mogła  tak dalej żyć. I że jej życie nie było tak doskonałe, na jakie wyglądało. Prawdziwe życie rzadko jest doskonałe , choć jest pozornie pełne blasku. Chciałabym jej tylko powiedzieć, „ Uciekaj, jeśli musisz, ale zadzwoń do domu i daj znać dzieciom, że wszystko jest w porządku”.

Kiedy usłyszałam w radiu, że nie napadnięto  na nią, ale sama zdecydowała się zniknąć, poczułam tak wielka ulgę, że podzieliłam się tym z moim mężem. On uważał, że kobieta jest z całą pewnością niezrównoważona psychicznie a jej postępek szalony… Nie ma innego wytłumaczenia jej dziwacznego zachowania. Zgodziłam się, że jej życie wydawało się jej zbyt ciężkie, że nie miała siły, by mu sprostać, ale ponieważ miałam do napisania medytację ( na temat radzenia sobie ze stresem), nie kwestionowałam zdania męża. Potrzebna byłaby długa rozmowa, by dowieść, że w konkretnych warunkach, których my oczywiście nie znamy, jej zniknięcie może okazać się wyjątkowo zdrowym objawem. Bez wątpienia czynem desperackim, ale niekoniecznie szalonym.

Fantazje na temat ucieczki mogą się okazać bardzo terapeutyczne, ponieważ są znakiem, że nasze życie stało się nie do zniesienia. Musimy wprowadzić zmiany, potrzebujemy twórczych wyborów,  należy zacząć rozmawiać i wyciągać wnioski. Jeżeli fantazjowanie dochodzi do punktu, w którym zaczynamy działać, zwrócenie się o pomoc jest znacznie korzystniejsze niż kupienie biletu w jedną stronę.

„ Gdybyście wiedzieli, jak często mówię do siebie: do diabła z tym wszystkim, do diabła ze wszystkimi, ja wykonałam już moją część, pozwól innym wykonać swoją, dosyć, dosyć, dosyć” – zwierzyła się szczerze Golda Meir, jedyna kobieta premier w historii Izraela. Nie będziesz musiała uciekać, jeżeli  nauczysz się mówić: dosyć, dosyć, dosyć. I wprowadzać to w życie”.

 

Podziel się z innymi!

Share on facebook
Share on google
Share on linkedin
Share on twitter

Nowa książka!
Premiera 21 czerwca.

Orgazm na szczycie, zrób sobie dobrze
w drugiej połowie życia.